Niech żyje retro!

Okrągłe stoliki, gwar, muzyka, unoszący się dym papierosowy – tak w dużym uproszczeniu wyobrażam sobie przedwojenne życie towarzyskie Warszawy i Lwowa. Był to czas dużej różnorodności kulturalnej, kawiarnianych koncertów estradowych i stale rosnącej popularności teatru i kabaretu. Ta bohema szybko przebiła się do masowego odbiorcy za sprawą rozwoju radia i telewizji. Dzięki mediom rodziły się takie gwiazdy jak Hanka Ordonówna, Eugeniusz Bodo, później Mieczysław Fogg, Adam Aston i inni. Ich twórczość została utrwalona, by służyć kolejnym pokoleniom. Pomimo tego, że nie ma ich z nami od dziesięcioleci, dziedzictwo ich twórczości wciąż jest obecne w naszej popkulturze.


Należę do pokolenia, którego dzieciństwo nierozerwalnie związane było z obecnością w domu gramofonu. Zbierane przez lata przez moich dziadków płyty były stopniowo wypierane przez kasety, ale to gramofon był największą atrakcją dla każdego dziecka. Pamiętam do dziś płyty największej polskiej przedwojennej wytwórni płytowej – Syreny Elektro – utrwalacza ludzkich wspomnień, przeżyć i emocji.


Moja tęsknota za latami dzieciństwa sprawiła, że poczułem potrzebę stworzenia koncertu, w którym udałoby się ożywić muzykę sprzed stu lat. Żyjemy w czasach, w których króluje muzyka pop. Szał na minione, na retro, przejawia się w tak dużej popularności koncertów typu „tribute to”. Wynika to z tego, że lubimy wracać do przeszłości i przeżywać emocje, które dobrze nam się kojarzą. Lubimy ożywiać wspomnienia.


Taki jest rodowód powstania zespołu, który koresponduje z kulturą muzyczną przedwojennego Lwowa i Warszawy. Nazwa zespołu – Bober Band – również nawiązuje do przyjętego wówczas zwyczaju nazywania zespołów nazwiskiem twórcy. A jak utwory przedwojenne, to na pewno musi być akordeon i skrzypce. Na akordeonie, znany głównie z koncertów jako pianista Olek Miśkiewicz, który kiedyś zdradził, że skończył akademię muzyczną właśnie w klasie akordeonu. Trzeba było to wykorzystać. Na kontrabasie gra Piotr Sypień, a na perkusji Tomasz Garbera – muzycy, którzy towarzyszą mi we wszystkich muzycznych projektach. Na instrumentach klawiszowych gra Marek Tutko, który świetnie odnalazł się w aranżowaniu utworów, których nie ma prawa pamiętać. A na skrzypcach nasza tajna broń – świetna skrzypaczka Malwina Kulisiewicz. Poszukiwania skrzypaczki trwały najdłużej, bo to miała być… śpiewająca skrzypaczka!


W takim składzie udało nam się wyjechać na dwa dni daleko za Wrocław i w wiejskim odosobnieniu pracowaliśmy nad każdym utworem, wsłuchując się uważnie we wszystkie niuanse, które pozostawili nam na nagraniach nasi koledzy i koleżanki po fachu. Wzięliśmy także na warsztat oryginalne nagrania, w których odnajdywaliśmy korzenie współczesnego popu. Na koncercie podejmiemy się próby wyjścia od oryginalnych nagrań do współczesnej aranżacji znanych przebojów.


Poszukiwania i dobór repertuaru trwały kilka tygodni. Z wybranej listy kilkudziesięciu utworów w koncercie ostatecznie znalazło się 14. Będą to m.in. „Gramofonomanka” Mieczysława Fogga, „Twe usta kłamią” Adama Astona, „Nie kochać w taką noc to grzech” Bodo, czy „Miłość Ci wszystko wybaczy” Hanki Ordonówny. Zależało nam na tym, aby oddać ducha tamtych utworów przez pryzmat naszej wrażliwości, przy wykorzystaniu współczesnych brzmień i zabiegów stylistycznych. Są elementy, gdzie postanowiliśmy wykorzystać retro także w formie pastiszu, cytatu, które mają zaskoczyć odbiorców.


Praca nad projektem pozwoliła mi także odkryć jak bardzo historia przedwojennych artystów była w wielu przypadkach tragiczna. Wojna zmieniła życie każdego człowieka. Eugeniusz Bodo - to jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, który rozpoczął karierę jeszcze przed latami 20. minionego wieku. Zagrał w sumie w ponad 30. filmach a jego wszechstronność (aktor, piosenkarz, tancerz, konferansjer, scenarzysta) zapewniła mu pracę nawet po ucieczce do Lwowa po wybuchu II wojny światowej. Nie każdy jednak wie, że w wyniku ujawnienia przez niego posiadania szwajcarskiego paszportu, gdy chciał emigrować do USA, został uznany za szpiega, a następnie aresztowany. Swoje ostatnie dni spędził w rosyjskim łagrze jako jeden z tysięcy obozowych „numerów”. Takich historii jest wiele, ale jest też sporo publikacji na ten temat, które Państwu polecam, bo warto.


Mieczysław Fogg kiedyś powiedział: „nie sztuka błysnąć, sztuka trwać i nie znudzić się”. Myślę, że ani Fogg ani żaden inny artysta z tamtej epoki, nie znudzi się nigdy. Odkrywać na nowo będą ich także pokolenia, które przyjdą po nas. I na tym, drodzy Państwo, polega nieśmiertelność tamtej muzyki. Niech żyje retro!


- Michał Bober



Koncert utworów międzywojennych w nowoczesnych aranżacjach:


1 wyświetlenia
  • Facebook - Czarny Krąg
  • Twitter - Czarny Krąg
  • YouTube - Czarny Krąg
  • Instagram - Czarny Krąg